Czy trzeba sobie wyznaczać cele rozwojowe jako Product Owner?
Pewnie nie.
Ale ja nie wiem, jak miałabym funkcjonować bez celu. Mój mózg po prostu potrzebuje czegoś, do czego dąży.
I nie zrozum mnie źle — wyznaczanie celu nie zawsze oznacza cisnąć.
Czasem celem jest wręcz odwrotność: odpocząć, oderwać się od social mediów, więcej spacerować, zadbać o siebie.
To jest tak samo ważny cel, jak każdy inny.
Dzisiaj jednak chcę się skupić na celach zawodowych i rozwojowych oraz na kilku błędach, które bardzo często popełniamy przy ich wyznaczaniu.
Wolisz materiał Video? Przejdź na mój Youtube >>
SMART to za mało
Nie będę się tu rozwodzić nad metodą SMART — choć to absolutna podstawa, więc dwa zdania się należą.
SMART oznacza, że cel jest:
-
S – specific (konkretny),
-
M – measurable (mierzalny),
-
A – achievable / attainable (osiągalny),
-
R – relevant lub realistic (istotny / realistyczny),
-
T – time bounded (określony w czasie).
I teraz weźmy przykład celu:
„Dostanę podwyżkę 10–20% przed końcem 2026 roku”.
Na pierwszy rzut oka wszystko się zgadza.
Cel jest konkretny, mierzalny, ważny, osadzony w czasie. Zakładam też, że skoro ktoś stawia sobie taki cel, to w jego firmie taka podwyżka jest w ogóle możliwa, więc brzmi realistycznie.
Co więc jest z nim nie tak?
Cel nie zależy od Ciebie
Problem polega na tym, że realizacja tego celu nie zależy w 100% od Ciebie.
Bo nawet jeśli:
-
dostaniesz konkretne wytyczne,
-
zrobisz dokładnie to, co trzeba,
-
dowieziesz wszystko na 100%,
to na koniec roku podwyżka i tak może się nie wydarzyć.
Firma może nie mieć pieniędzy.
Może się zmienić sytuacja rynkowa.
Może się zmienić polityka wynagrodzeń.
To wszystko są rzeczy poza Twoją kontrolą.
Jeśli więc Twoim realnym celem jest zarabiać więcej, to warto postawić go inaczej — tak, żeby był zależny od Ciebie.
Na przykład:
„Zdobędę kompetencje, które pozwolą mi zarabiać 20% więcej”.
W tym podejściu:
-
poszerzasz horyzont poza jedną firmę,
-
robisz research, czego oczekują inne firmy na stanowiskach z wyższymi stawkami,
-
planujesz działania pod konkretne kompetencje.
A jeśli w Twojej obecnej firmie coś pójdzie nie tak — masz opcje gdzie indziej.
Źle planujesz, bo nie planujesz kosztów realizacji celów
Kolejny bardzo częsty problem to planowanie.
I nie chodzi tu o układanie harmonogramu na cały rok — umówmy się, jako ludzkość jesteśmy w planowaniu raczej kiepscy. Gdyby było inaczej, nie istniałby temat projektów dowożonych po czasie.
Problem jest inny.
Widzę, że ludzie potrafią wypisać listę kursów, które „zrobią w tym roku”, nie planując równocześnie, kiedy to zrobią. A więc — z czego zrezygnują.
Bo Twój dzień, tydzień i miesiąc są już zajęte.
Nie masz godziny dziennie, kiedy leżysz na kanapie i absolutnie nic nie robisz. Zawsze coś robimy:
-
scrollujemy Instagram lub TikToka,
-
oglądamy Netflixa,
-
gramy w gry,
-
czytamy.
Żeby coś dodać, trzeba coś odjąć.
Zastanów się więc realistycznie, z czego jesteś w stanie zrezygnować. Dla każdego będą to inne rzeczy.
Ja, kiedy się przebranżawiałam, zrezygnowałam z prasowania. Serio — prasowałam wszystko, poza skarpetkami.
To było około 4 godziny tygodniowo, które odzyskałam.
Ale też bądźmy realistami.
Jeśli siedzisz na TikToku 2 godziny dziennie i stwierdzasz, że „od jutra rezygnuję całkowicie”, to może być różnie. Czasem lepszym podejściem jest ograniczenie, a nie totalne odcięcie.
Ja ograniczyłam Netflixa i oglądanie wiadomości do 3 razy w tygodniu na rzecz nauki.
Nie zrezygnowałam całkowicie — po prostu zmieniłam proporcje.
Więcej w tym temacie znajdziesz w tym wpisie.
Nie prosisz o pomoc
Kolejny element, który bardzo pomaga w realizacji celów, to proszenie o pomoc.
I chodzi tu o bardzo różne obszary:
Domowe
Partner lub partnerka mogą przejąć część obowiązków.
Starsze dzieci też mogą pomagać.
Mamę można poprosić o obiady.
Przyjaciółkę zaprosić na wspólne gotowanie do zamrażarki.
Zawodowe
Masz w firmie kogoś, kto ma wiedzę albo doświadczenie, którego Tobie brakuje? Zapytaj.
Ulubiony developer może pomóc Ci lepiej zrozumieć technologię.
Inny PO może podpowiedzieć kierunki rozwoju.
Społeczności
Wsparcie ludzi z podobnymi celami to ogromna motywacja.
W kursach często spontanicznie powstają mastermind’y — i bardzo często są to relacje na lata.
Ja sama dołączyłam do takiej grupy 5 lat temu. Nadal spotykamy się regularnie, a dwa razy w roku widzimy się na żywo, mimo że jesteśmy z różnych stron Polski.
Nie inwestujesz (albo inwestujesz źle)
Kolejny problem: brak inwestycji albo złe inwestowanie.
Na jednej z konferencji usłyszałam, że ktoś nie kupi książki za 300 zł, bo „to za drogo jak na książkę”.
Ale pytanie brzmi: czy to drogo w kontekście wartości, jaką może przynieść?
Zdobywanie kompetencji zawsze kosztuje:
-
czas albo
-
pieniądze.
Nie ma trzeciej opcji.
Chcesz wydać mniej pieniędzy — musisz poświęcić więcej czasu.
Chcesz szybciej — musisz zapłacić.
Kursy i szkolenia nie istnieją po to, żeby przekazać tajemną wiedzę. W internecie jest dziś wszystko.
Płacisz za:
-
uporządkowanie,
-
przykłady,
-
przejście z punktu A do punktu B,
-
dostęp do ludzi, którzy tę drogę już przeszli.
ROI, czyli zwrot z inwestycji, nie jest pojęciem tylko dla wielkich firm.
Jeśli zainwestujesz 3, 5 czy 10 tysięcy złotych w rozwój, a to pozwoli Ci zarabiać 10% więcej, to w ilu miesiącach ta inwestycja się zwróci?
4? 7? 12?
A wszystko powyżej to już czysty zysk.
Niejedna firma zabiłaby się za takie ROI.
Są też bardzo dobre, bezpłatne szkolenia — takie jak to, które niedługo prowadzę:
„3 sposoby, jak Product Owner i Analityk Biznesowy mogą przestać improwizować i odzyskać kontrolę w projekcie”.
Nie płacisz ani złotówki — ale musisz się zapisać i przyjść.
Wbrew obiegowej opinii czas da się kupić.
Jest to zwykle drogie, ale możliwe:
-
sprzątanie,
-
robot sprzątający,
-
Thermomix,
-
catering dietetyczny.
Każde z tych rozwiązań oddaje Ci czas i przestrzeń w głowie.
Za ambitne cele
I na koniec: za ambitne cele.
Czasem stawiamy sobie cele tak ambitne, że mózg — nawet jeśli tego nie czujemy — mówi:
„Nie ma mowy”
i uruchamia tryb sabotażu.
Jeśli chcesz zacząć biegać, nie musisz od razu planować wygrania maratonu.
Może na początek wystarczy 4 km tygodniowo.
Gdy zaczynałam biznes online, nie postawiłam sobie celu: blog + newsletter + Instagram + YouTube + kursy.
Gdybym tak zrobiła, prawdopodobnie nadal nic bym nie opublikowała.
Zaczęłam od bloga i newslettera.
Potem przyszły webinary, kursy, Instagram.
YouTube pojawił się na końcu — i nadal nie jest regularny. I to jest OK.
Jak ja podchodzę do celów dziś
W tym roku moim celem w biznesie online jest publikowanie dwóch materiałów na YouTube miesięcznie.
Nie mogłabym postawić sobie tego celu 3 lata temu — nagrywanie mnie przerażało i kosztowało mnóstwo energii.
Dziś mózg wie, że to nie jest skok na bungee.
Zauważ, że nie stawiam sobie celu zdobycia X subów.
Nie mam na to wpływu.
Mam wpływ na:
-
liczbę materiałów,
-
ich jakość,
-
promocję,
-
wykorzystanie sprzętu, który leży w szufladzie.
Musiałam też znaleźć na to czas.
Zrezygnowałam z dwóch wolnych popołudni w tygodniu — nagrywam wtedy, gdy dzieci mają zajęcia dodatkowe.
Mój mąż przejął dowożenie dzieci — to jest realna pomoc.
Inwestuję też w stałe oświetlenie i proszę znajomego fotografa o pomoc w ustawieniu sprzętu.
Może Cię róznież zainteresować wpis: Jak skutecznie planować dzień, tydzień i miesiąc pracy jako Product Owner? Sprawdzone metody zarządzania czasem i priorytetami
Jeśli jesteś Product Ownerem lub Analitykiem Biznesowym, zapraszam Cię na szkolenie za 0 zł:
„3 sposoby, jak przestać improwizować, poukładać pracę w projekcie i mieć poczucie kontroli”
👉 Link do zapisów znajdziesz poniżej.

