Dołącz do 8 edycji programu i:

Stań się Product Ownerem, który wiedzę, kompetencje i procesy ma w jednym palcu i systematycznie buduje swoją pozycję eksperta.

Dołącz do 2 edycji programu i:

Zyskaj przewagę w swoich projektach, dzięki sztucznej inteligencji.

Poznaj historię Krystiana Szczypka, który z ponad 20- letnim doświadczeniem spoza branży IT jest teraz Project Managerem!

Natalia: Cześć Krystian! Byłeś na pokładzie 2 edycji Szkoły Product Ownera. Zaprosiłam Cię dzisiaj, żebyś mógł opowiedzieć, co u Ciebie od tego czasu się zmieniło?

Krystian: Jestem Project Managerem w jednej firmie i Junior Project Managerem w drugiej. Jak widzisz, trochę odbiegłem od pierwotnej ścieżki tuż po Twojej Szkole Product Ownera! Jednak tak pokierowało mną po prostu życie. Feedback, który otrzymałem po wysłaniu CV, był taki, że moje zawodowe doświadczenie jest bardziej powiązane z Project Managementem niż Product Managementem. Chociaż skala informacji zwrotnej nie była spektakularna, to postanowiłem iść za tym głosem. I rzeczywiście myślę, że w tej roli całkiem dobrze się realizuję.

Tak jak mówiłem na początku, pracuję obecnie dla dwóch różnych firm. Od listopada dołączyłem do Zespołu, który zajmuje się szkoleniami i kursami zawodowymi opartymi m.in. o symulatory rzeczywistości wirtualnej w branży portowej. Natomiast drugi projekt, w którym jestem od stycznia to firma z Warszawy, która obsługuje ludzi ze szczebla managerskiego dużych korporacji.

Natalia: Branża portowa, jak bardzo dosłownie mam rozumieć to określenie?

Krystian: Tak, że moje biuro znajduje się na nabrzeżu portowym! (śmiech) Świadczymy usługi dla firm związanych z logistyką, wyładunkami i przeładunkami. No i teraz topowy temat – szeroko rozumiany offshore. Mieszkam w województwie pomorskim i nastąpił u nas boom związany z budową morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Wymaga to zaangażowania bardzo dużej liczby ludzi ze specyficznym wykształceniem i umiejętnościami.

Natalia: Jak po tym 3-miesięcznym okresie oceniasz tę zmianę?

Krystian: Wiesz co? Była to dla mnie zmiana, ale nie spektakularna. Już Ci tłumaczę dlaczego… Już od ponad 10 lat zajmowałem się branżą szkoleniową i szeroko rozumianymi kursami. Pisałem projekty UE i wiedziałem, jaka jest specyfika ich realizacji.

To, co po tych 3 miesiącach do mnie dotarło to to, że w tej pierwszej firmie ciężko mówić o czystym PM. Jest to mała organizacja i siłą rzeczy pełnię w niej wiele różnorodnych ról i ogarniam wiele rzeczy jednocześnie. Staram się małymi krokami wdrażać zmiany, budować sobie pewien system pracy, ale nie jest to takie łatwe. Na przykład nie udało mi się przeforsować Asany, jako narzędzia usprawniającego pracę całego Zespołu. Jednak się nie poddaję i niektóre rozwiązania udaje mi się zaszczepić. Wypracowuję tym samym zdrowy konsensus.

Od stycznia jestem w drugim Zespole, gdzie moja praca jest oparta o prawdziwy Project Management. Pracuję w całości zdalnie i korzystam z typowych dla tego stanowiska narzędzi – Asany, Slacka, konta na Google Workspace. Tu wszystko opiera się na planowaniu i patrząc wstecz na moje poprzednie 10-letnie doświadczenie zawodowe, widzę, w jakim rozgardiaszu dotychczas funkcjonowałem. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, ile dobrego przynosi uporządkowane podejście.

Natalia: Mówisz, że masz doświadczenie w branży szkoleniowej. Czym zajmowałeś się wobec przed dołączeniem do mojego kursu i zmianą pracy?

Krystian: Chyba łatwiej byłoby, gdybyś zapytała, czym się nie zajmowałem (śmiech). Robiłem w życiu prawie wszystko!

Natalia: To prawie jak ja!

Krystian: To sprawdźmy! Od 2008 roku pracowałem w firmie mojego ojca, która zajmowała się stricte realizacją kursów i szkoleń zawodowych. I od tego momentu byłem związany ze szkoleniami finansowanymi przez UE.

Natalia: Mamy już jeden punkt wspólny – też pracowałam w firmie rodzinnej i też z projektami UE!

Krystian: Ciekaw jestem, jak będzie dalej! Moim zadaniem było tak naprawdę wszystko, co niestety nauczyło mnie takiego niezdrowego systemu pracy. Wymyślałem projekty, szukałem źródeł finansowania, pisałem wnioski, składałem je, następnie realizowałem i rozliczałem, aż do momentu oddania weksla. Poza tą działalnością założyłem też Centrum Egzaminacyjne ECDL — związane ze szkoleniami komputerowymi. Pracowałem jako egzaminator i mam na swoim koncie około 5 000 wykonanych egzaminów.

W roku 2014 zachciało mi zmian, co poskutkowało posiadaniem franczyzowej restauracji. Zdecydowanie był to jeden z większych błędów w moim życiu! Przez 2 lata zbudowałem knajpę od prawdziwych podstaw, dosłownie — gołych ścian. Przez ten okres dostałem prawdziwą szkołę życia! Podczas SPO uświadomiłem sobie, że był to w sumie swego rodzaju projekt – zarządzałem i go realizowałem od zera!

Następnie wróciłem do szkoleń, tego, co z perspektywy lat oceniam jako coś, co daję mi dużą satysfakcję. Odmroziłem własną działalność gospodarczą. Mam na karku 25 – lecie prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Powinienem chyba dostać za to emeryturę albo jeszcze bardziej adekwatnie — rentę! (śmiech)

Wróciłem do szkoleń na własne konto. Zorientowałem się, że w województwie pomorskim wiele projektów wygrywają firmy, które nie mają na naszym terenie swoich struktur. Swoją działalnością wpisałem się w tę lukę i zajmowałem się tym około 3 lat.

Następnie dojrzałem, żeby samemu prowadzić szkolenia i kursy. 

Dlaczego mówię — dojrzałem? Bo tkwiło we mnie przekonanie, że nie mam cierpliwości do przekazywania wiedzy. Ciebie właśnie zawsze podziwiam, za tę łatwość, z jaką przychodzi Ci uczenie innych. Te Twoje live’y to przykład tego, jak powinno wyglądać dobre szkolenie!

Ja pracowałem z osobami starszymi, wykluczonymi. Potem przyszła pandemia – początkowo miałem traumę jak pracować online z dziećmi w wieku szkolnym. Jednak dość szybko oswoiłem się z tym i zobaczyłem, że ciekawy materiał sam się obroni – bez względu na to, jaką formą będzie przekazywany!

Niestety, w czasie trwania pandemii dotarło do mnie, że nie będzie powrotu do rzeczywistości sprzed Covidu.

 Po pierwsze ze względu na to, jak chwiejne i niepewne jest zarządzanie projektami UE.

Po drugie, ze względu na to, jakie zmiany w mentalności ludzi zrobiła pandemia. Pojedyncze zlecenia po pandemii uświadomiły mi, że ludzie wykluczeni, seniorzy popadli w totalny marazm. Mniejsze jednostki samorządowe, które miały już zakontraktowane projekty nie mogły znaleźć chętnych, a ci zapisani nie chcieli kontynuować szkoleń. Jak wiesz, wiąże się to z brakiem możliwości rozliczenia projektu UE i tak powstawało błędne koło.

Mój dobry kolega i zarazem były pracownik z firmy egzaminacyjnej został Scrum Masterem. I pewnego razu powiedział, że jak mnie zna to Ty – Twój kurs i to, co robisz, może być dla mnie.

Natalia: Czy ja kolegę znam? Był może na moim kursie?

Krystian: Był w tej samej edycji co ja! Tylko swoją karierę w IT zaczął wcześniej, pracował jako Scrum Master i obserwował Twój profil. Rozmowa z Marcinem i jego wskazówki popchnęły mnie w kierunku IT.

Przeskakując trochę do przodu – po Twoim kursie podjąłem od razu pracę w moim regionie. Głównym powodem była chęć doskonalenie mojego angielskiego. Firma zajmowała się organizowaniem projektów dla żołnierzy armii USA dla wszystkich ich baz rozlokowanych w Polsce. Wykorzystałem to do aktywowania mojego  języka angielskiego!

W czasie mojej pracy miałam częsty kontakt z Amerykanami i pytałam ich, jak to jest, że nie mają problemu w porozumiewaniu się ze mną. Mój angielski był w piśmie dobry, ale w mowie zdecydowanie nie. Natomiast, angielskojęzyczni pracownicy powiedzieli mi, że w ofertach pracy dla Polaków niepotrzebnie śrubuje się wymagany poziom języka angielskiego. Powiedzieli, że Polacy czasem starają się być bardziej amerykańscy niż sami Amerykanie! Bawi mnie teraz, jak widzę ogłoszenia o pracę tego typu i rozmawiam o wymaganym poziomie angielskiego C1.

Jednak w branży IT poziom angielskiego jest bardzo ważny, już przez samo to, że część określeń i materiałów potrzebnych do podniesienia kwalifikacji jest w tym języku. Zdecydowanie tutaj, warto naprawdę dobrze znać angielski.

Natalia: Nie wiem, czy wiesz, ale gdy podejmowałam swoje pierwsze próby przebranżowienia w 2016, to z marszu wysłałam CV i pierwszym etapem był angielski. I dobrze. To była masakra! Mój brat, który był obok mnie podczas rozmowy, patrzył na mnie, jakbym w ogóle w życiu nie uczuła się angielskiego! (śmiech). To zdecydowanie był zimny prysznic dla mnie, ale też kopniak do nauki. Wracając do tego, co mówisz, czego dowiedziałeś się od samych Amerykanów, nawet w IT rzadko kiedy jest potrzebny poziom angielskiego na poziomie C1. Pracujemy z obcokrajowcami, którzy też nie władają native English. I właśnie to słynne C1 na rekrutacjach, często mija się z codzienną rzeczywistością. Poza tym, w naszej pracy tak naprawdę więcej piszemy, niż mówimy. I są do tego narzędzia jak np. Grammarly, Deeply, które spokojnie pomagają to ogarnąć.

Krystian: Dokładnie! Jest ogrom narzędzi, które wręcz wyręczają Cię w procesie poprawnego pisania. W trakcie pracy dla armii USA składałem liczne CV, żeby docelowo wejść do IT. I tutaj jedno z moich największych rozczarowań i zaskoczeń…

 Po obserwacji LinkedIn spodziewałem się, że będę otrzymywać spory feedback, dlaczego moja kandydatura nie spełniła oczekiwań, co mogę poprawić itp. Ja jednak albo nie umiem składać CV, ale coś innego robiłem źle. Na ilość wysłanych podań mogę stwierdzić, że feedback był szczątkowy. 

Co mnie zdziwiło, nawet duże instytucje nie dawały informacji zwrotnej, mimo że na portalach często jest to promowane jako standard. W większości przypadków było to na zasadzie „kopiuj – wklej” bez odniesienia do mojej osoby lub też przy samym ogłoszeniu firmy zaznaczały, że skontaktują się z wybranymi osobami.

Wyszedłem z założenia, że jeśli dwukrotnie składałem CV na jakieś stanowisko w jednej firmie i nie wracała do mnie żadna odpowiedź, to nie warto próbować w tym miejscu dalej.

To, czego na początku też nie wiedziałem, a pomogło mi trochę zrozumieć mechanizm „filtrowania” CV to to, że rekruterzy mają swoje bazy i narzędzia do weryfikacji CV. Programy szukają słów kluczowych i tylko podanie spełniające te wymagania mają szansę przejść do następnego etapu. Miałem okazję porozmawiać z kilkoma rekruterami i wiem, że oni też zauważają niedomagania tego systemu. Przez to „sito” tracą czasem naprawdę dobrych kandydatów. Jednak trudno też od nich wymagać, by czytali każde wpływające CV, bo jest to po prostu fizycznie niemożliwe. 

Natalia: Masz rację, byłam Head of Engineering w jednej z organizacji i jak ogłosiliśmy rekrutację juniorską, to w połowie tygodnia otrzymaliśmy już około 350 CV. Byłam tylko ja i jedna rekruterka. W momencie napływu takiej ilości CV od razu zdecydowałam, że zamykamy rekrutację. Miałam świadomość, że nawet takiej ilości nie jesteśmy w stanie rzetelnie przejrzeć. A więc potwierdzam, musisz wspomóc się narzędziami, żeby dać sobie radę w procesie rekrutacyjnym. 

Jednak też jestem zdania, że automatyzacja nie zastąpi w tym procesie człowieka. Wielu kandydatów nie wie, jak przygotować swoje CV, żeby miało szansę przejść przez sito pierwszej rekrutacji. Druga sprawa – brak feedbacku, o którym mówisz, to jednak jest dla mnie, tak po ludzku, nie do pomyślenia! Ktoś się stara o pracę i chciałby czegokolwiek się dowiedzieć. Cisza w tym przypadku jest dla mnie nie do zaakceptowania.

Krystian: Miałem jedną rozmowę z panią z Warszawy, która miała do mnie wrócić z odpowiedzią Czekałam na informację zwrotną, aż sam zacząłem do niej pisać. Po dziś dzień nie wiem, co się stało z tą rekrutacją. Wyparowała! (śmiech)

Chcąc być jednak sprawiedliwym, miałem też kilka fajnych rozmów. Kilka procesów rekrutacyjnych pozostaje w mojej głowie do dzisiaj – sama rozmowa i późniejszy feedback były rewelacyjne!

Myślę, że mój problem z brakiem jakiejkolwiek informacji zwrotnej mógł być spowodowany moim wiekiem. W większości przypadków rekruterami są młode osoby i mogło im być ciężko powiedzieć mi prosto w twarz, że jestem dla nich za stary,

Natalia: A wpisujesz datę urodzenia w CV?

Krystian: Ne, ale kilka razy zdarzyło mi się podczas rozmowy, że pytano mnie o mój wiek.

Natalia: Po pierwsze to jest nielegalne. Nie mają prawa Cię o to pytać. Mnie raz zapytano o moje plany na macierzyństwo, już przy posiadaniu trojga dzieci, ale od razu podziękowałam za rozmowę. Nie chciałam pracować w firmie, gdzie już na starcie są łamane prawa pracownika.

Szczerze? Też nie rozumiem, dlaczego starsze osoby mają taki problem ze znalezieniem pracy. Widzę u nich dużo zalet – doceniają swojego pracodawcę i są lojalne.

Po drugie posiadają siłą rzeczy bogate doświadczenie zawodowe. Zobacz na nas! Ja na swoim koncie mam startup, który poległ. Ty masz restaurację, która też nie była dużym sukcesem. Jednak te nasze porażki nieźle nas ukształtowały.

 W mojej historii totalną klapą okazał się startup, w który zainwestowałam wraz z rodziną sporą sumę pieniędzy. Chcąc go ratować, jeździłam po całej Polsce. W pewnym momencie udało mi się wylicytować pakiet konsultacji z najlepszymi osobami z branży IT. Topowi ludzie z naszego kraju, ale wtedy mi to nie pomogło uratować startup’u. 

Jednak – poznałam tych ludzi i teraz po dziesięciu latach mam kontakty do osób, które nadal są na topie i mogę je polecać moim klientom i wciąż się od nich uczyć.

Tego 20-latek nie ma i mieć nie będzie. Masz z pewnością rację, że młodzi rekruterzy mogą mieć taką mentalną barierę przed powiedzeniem starszej od siebie osobie, że nie nadaje się ona na jakieś stanowisko. Jednak znam pozytywne wyjątki – np. rekruterka Ola, z którą współpracowałam w poprzedniej firmie, zawsze mówiła mi, żeby nie skreślać kogoś z 20- letnim doświadczeniem w innych branżach, bo może to być na plus na danym stanowisku. Jednak z pewnością wielu rekruterów nie ma tego myślenia i niestety, mają problem z takimi wyjadaczami jak my! (śmiech)

Krystian, chciałabym teraz zmienić trochę temat. Czy możesz mi powiedzieć — jak wspominasz kurs Szkoły Product Ownera?

Krystian: Super! Przede wszystkim forma kursu, dla mnie to był strzał w 10! Nie mogłem podczas SPO pozwolić sobie na zrezygnowanie z pracy zawodowej, a poza pracą jestem ojcem czworga dzieci. Sama wiesz, ile to wymaga siły i czasu od człowieka. Te Twoje „pigułki wiedzy”, krótkie lekcje podane w konkretnej formie, to było dla mnie wybawienie. Mam do nich dostęp w każdym momencie i mogę wracać, tyle razy, ile potrzebuję.

 Poza tym, do mnie bardzo trafiły Twoje zadania domowe. Na początku odczuwałem to trochę jako przymus, ale później się wkręciłem do tego stopnia, że czekałem na te zadania! Parę razy zdarzało mi się przeskakiwać na nagraniach, żeby sprawdzić co będzie zadane! (śmiech) 

To też uczy pewnej formy pracy – przygotowuje do tego, żeby już na rozmowie rekrutacyjnej powiedzieć „Wiem, co to jest Confluence i co to jest Jira”. Jeśli dobrze znasz te dwa narzędzia, to z innymi te z sobie poradzisz. Czy to będzie Asana, czy coś innego – dostaniesz tydzień i będziesz je dobrze obsługiwać!

Okres Twojego kursu to czas, który zmusza do poświęcenia się tym dwóm narzędziom — Jira i Confluence. Nie ma opcji, żeby ich dobrze nie opanować! Stopniowo łapałem bakcyla, przeglądałem Twoje inne materiały, potem innych twórców i dzięki temu, coraz lepiej sobie radziłem.

Kurs Szkoły Product Ownera pokazał mi też, że nie jest się samemu. Są narzędzia i co ważniejsze, są ludzie, którzy bez ogromnych nakładów finansowych pomagają Ci podnosić swoje kwalifikacje i umiejętności. Usprawniać swoją pracę, automatyzować niektóre czynności i dążyć do coraz lepszego i efektywniejszego wykonywania swoich obowiązków. 

Forma Twojego kursu była dla mnie idealna i z całą pewnością na kolejny, podany w takiej formie też bym się zapisał. Mam porównanie z innymi szkoleniami, gdzie ich formuła była mniej elastyczna – konkretny harmonogram z częstymi sesjami live bez ich nagrywania, to sprawiało, że wiele traciłem i nie mogłem wrócić do tych treści. To nie było ciekawe, traciłem motywacje.

U Ciebie niczego się nie traci – zawsze wiedza z Tobą zostaje. Zawsze możesz wrócić do konkretnych lekcji. 

To jest najlepsza opcja przyswajania wiedzy dla osób pracujących, które równocześnie starają się przebranżowić. Proces zmiany branży nie trwa miesiąca lub dwóch. Jeśli ktoś myśli, że szybko znajdzie pracę to lepiej, żeby zmienił myślenie. Są oczywiście tzw. złote strzały, ale są to wyjątki od reguły. Większość musi uzbroić się w cierpliwość, a dostępność do Twojej platformy bez ograniczeń pomaga w tym, żeby świeżo zdobyta wiedza nie wyparowała!

Natalia: Myślę, że te osoby, które w trakcie trwania SPO dostały prace w zawodzie to proces przebranżowienia zaczęły wcześniej. Bo to jest proces – trzeba się nauczyć tworzyć CV, trzeba ich czasem kilkadziesiąt wysłać, trzeba dostać feedback i na nim pracować. Są rzeczywiście czasem takie strzały, że ktoś wyśle dosłownie kilka CV i dostaje prace, ale jak powiedziałeś – są  to wyjątki od reguły.  

Czy ja dobrze pamiętam, że miałeś kontakt z Anią Jassek – moją kursantką z pierwszej edycji SPO? Czy ona Ci pomagała?

Krystian: Tak! Byłem w totalnym szoku, gdy Ania się do mnie pierwszy raz odezwała i zaproponowała mi swoją pomoc. W sumie nawet nie zaproponowała, tylko oznajmiła, że mi pomoże! (śmiech) To było niesamowite! Do dzisiaj mamy ze sobą kontakt i jestem jej ogromnie wdzięczny za ten odruch serca!

Natalia: Tak, to jest niewiarygodne, jak czasem społeczność SPO sama siebie wspiera! Ania to wulkan energii – w trzeciej edycji i tej najnowszej jest mentorką. Też podziwiam jej nastawienie i chęci do dzielenia się swoją wiedzą i umiejętnościami!

Z mojej strony myślę, że to wszystko. Czy chcesz coś Krystian dodać?

Krystian: Myślę, że każda osoba, która dołączy do Twojego kursu, skorzysta z niego! Warto wracać i odświeżać sobie te treści. Powiem to, co sam mówiłem moim kursantom:

„Żaden kurs nigdy niczego nie da uczestnikowi, jeśli nie znajdzie on w sobie siły do pracy własnej”.

Nieważne czy to będzie nauka pływania, SPO czy coś innego. Jeśli nie będziesz mieć siły i nie będziesz ćwiczyć to może ta wiedza przepaść. Ja po Twoim kursie, gdy jeszcze nie miałem pracy stricte związanej  z branżą IT, to wykorzystywałem to, czego nauczyłem się od Ciebie na innych polach mojego życia. Przeszczepiłem na życie prywatne — pracę zadaniową, tworzenie todolist, czyszczenie skrzynki email do zera i rezygnacje z kompulsywnego sprawdzania poczty kilkanaście razy dziennie.  

Kurs kursem, ale sami musicie dużo pracować. Samo nic nie wyjdzie!

Natalia: Dzięki Krystianie za ciekawą rozmowę! Na początku istnienia SPO było mi naprawdę ciężko, szczególnie w 1 edycji przeżywałam ogromny stres. Przez kolejne dwie edycje szukałam idealnej formuły kursu, wsłuchując się w potrzeby moich kursantów. Na przykład pozytywną zmianą dla mnie i SPO było przejście ze spotkań na Facebook’u na Google Meet w 3 edycji. Wiem, że po dzisiejszej rozmowie z Tobą wyciągnę kolejne wnioski i wdrożę je w następnych edycjach! 

Życzę Ci powodzenia i satysfakcji z nowej pracy!

 

Zdaniem Krystiana, Szkoła Product Ownera to:

”Idealny kurs dla osób, które pracują i chcą się przebranżowić”.

Elastyczna formuła kursu, nie wymaga sztywnego trzymania się harmonogramu,

– Nagrania — przez Krystiana nazwane „pigułkami wiedzy” są lekkostrawne, same wchodzą do głowy i mogą być oglądane praktycznie wszędzie!

Dostęp do platformy szkoleniowej bez limitu pozwala na wracanie do przerobionych treści, 

Zadania domowe zmuszają do dobrego nauczenia się dwóch narzędzi — Jiry i Confluence (w większości przypadków podstaw pracy PO)

 

Co Krystian radzi osobom, które są w procesie zmiany branży?

  • Wykorzystuj wiedzę zdobytą z SPO w innych dziedzinach życia np. praca zadaniowa, inbox zero z powodzeniem przeniesiesz na grunt prywatny lub zawodowy,
  • Nastaw się na proces, a nie szybką zmianę — szukanie pracy w branży IT to raczej bieg długodystansowy niż sprint,
  • Zastanów się, czy Twoje CV przejdzie przez „sito rekrutacyjne”, poczytaj, jakie słowa kluczowe powinny znaleźć się w Twoim podaniu o pracę, 
  • Znasz swoje słabe strony? Pracuj nad nimi od razu — np. ja poszukałem pracy niezwiązanej z branżą IT, ale mogłem  podszkolić swój angielski, co naprawdę zaprocentowało!
  • Jeśli jeszcze nie masz pracy w branży IT — wracaj do treści z kursu! Dzięki temu dopiero co zdobyta wiedza nie wyparuje Ci z głowy!

 

Krystiana, lepiej poznasz tutaj: https://www.linkedin.com/in/krystian-szczypek

8. edycja Szkoły Product Ownera już trwa! 

Obecnie nie możesz już dołączyć, ale możesz pobrać Roadmapę rozwoju, dołączyć do newslettera i być na bieżąco? 👉 Pobieram roadmapę

Stań się Product Ownerem, który ma wiedzę, kompetencje i procesy w jednym palcu, systematycznie budując swoją pozycję eksperta.

Wyobraź sobie, że:

  • Skutecznie komunikujesz się z zespołem i interesariuszami,
  • Organizujesz pracę tak, by osiągać świetne wyniki bez chaosu,
  • Budujesz procesy, które ułatwiają codzienne wyzwania i chronią Twój czas.

W 12 tygodni możesz nauczyć się:

1️⃣ Zyskasz pewność siebie i pozycję eksperta – wyróżnisz się w teamie jako lider produktów z wizją.
2️⃣ Zaoszczędzisz czas i zwiększysz efektywność – dzięki kuloodpornym procesom i skutecznym metodom zarządzania wymaganiami.
3️⃣ Będziesz mieć czas na rozwój – koniec z pracą po godzinach, zacznij działać efektywnie!

To wszystko w Szkole Product Ownera.

Już ponad połowa kursantów osiągnęła swoje cele zawodowe – Ty możesz być kolejną osobą, która zmieni swoje życie zawodowe!kliknij: https://szkolaproductownera.pl/

Podaj dalej:

💌Stań się Product Ownerem, który wiedzę, kompetencje i procesy ma w jednym palcu i systematycznie buduje swoją pozycję eksperta.

  • 👉Skutecznie komunikuj się z zespołem i interesariuszami,
  • 👉Organizuj pracę tak, by osiągać świetne wyniki,
  • 👉Buduj i wdrażaj działające procesy, które ułatwiają Twoją pracę.

Warto przeczytać: